Postaram się opisać jak najszczegółowiej całą historie mojego problemu.
Zacznę jednak od przedstawieniu danych. A więc jestem szczęśliwym posiadaczem e30 z silnikiem 3.5 litrowym o oznaczeniu M30B35 (swap). Auto do końca tamtego sezonu jeździło jak należy, zero problemów, odstawiłem ją pod tzw. kocyk do garażu w którym temperatura nie była ujemna. Po ok 2 miesiącach pojechałem tam (trochę km od mojego miasta) aby przepalić maszynę. Z początku akumulator był padnięty więc podładowałem go na tyle aby zakręcił rozruchem. Zapłon pompa pod pompowała paliwko rozruch i Bmka zaczyna gadać. Wyszedłem z auta chodziło tak ok 5 min bez dodawania gazu, podniosłem maskę o obserwuje. Po chwili zaobserwowałem że z wężyka przy chłodnicy zaczyna ciec płyn chłodniczy tak więc szybko zagasiłem silnik. Podczas odkręcania korka wlewu płynu wyraźnie było słychać uciekające (z pod korka) ciśnienie, wężyki które były napięte (od ciśnienia) nagle zmiękły. I na tym się w sumie skończyło bo akumulator nie był już w stanie zakręcić porządnie rozrusznikiem a że nie miałem już czasu czekać na kolejne podładowanie to zabrałem akumulator ze sobą aby w domu naładować.
Pojechałem w ten weekend aby odpalić i już wrócić nią do domu. Wsadzam akumulator, przekręcam zapłon, kontrolki się świecą, słyszę jak pompa pracuję (tu warto chyba dodać że pompa pochodzi z audi i jest dosyć głośna) i nie jak zwykle że pochodziła ze 3 sek. i ucichła tylko się nie wyłącza. Mowa tu o pracy ciągłej bez jednoczesnej pracy silnika. No ale dobra próbowałem mimo to odpalić, rozrusznik kręcił solidnie, próba była parokrotna i intensywna, a silnik nawet nie drgną. Znalazłem więc przekaźnik po którego wyciągnięciu pompa przestaje pracować, zdjąłem z niego obudowę aby sprawdzić czy nic nie jest popalone i wszystko zdaje się w porządku. Po założeniu go bez obudowy i przekręceniu zapłonu widać było jak pracuję ( z tym że jestem laikiem w tych sprawach i nie jestem pewien nawet czy na 100% to ten przekaźnik). Następnie odkręciłem świecę aby zobaczyć czy przypadkiem ich nie zalało przez długie kręcenie, okazało się że świecę suchutkie, przy okazji została sprawdzona iskra. Iskra wyraźna koloru niebieskiego. Podejrzenie więc padło na pompę. Odkręciłem wężyk od listwy zaworowej po przekręceniu zapłonu z wężyka sikało jak z węża ogrodowego, to samo za listwą po odkręceniu wężyka z drugiej strony tak więc paliwo jak najbardziej dochodzi i krąży. Dla ułatwienia dodam że mam zamontowany miernik ciśnienia paliwa który wskazuję ok 4 (nie wiem czy to dobrze czy źle ale na pewno wskazuję tyle ile wskazywał podczas kiedy jeździłem przed zimą). Co może być przyczyną powodująca że silnik nie odpala?
Moje pomysły które przychodzą mi do głowy to wina któregoś przekaźnika, albo czujnika. Nie znam się na tym więc pomyślałem że może wy mi pomożecie... Co to może być? Czujnik położenia wału? Bo mi się zdaje że w tym przypadku wtryskiwacze (BOSCH 440) nie podają benzyny do komory spalania co wnioskuje po suchej świecy. No i czemu ta pompa ciągle pracuje? Bezpieczniki sprawdzone.
Brak mi już pomysłów więc będę wdzięczny jeżeli ktoś kto się na tym zna da mi jakąś radę.
Czekam na odpowiedz i pozdrawiam. Słoneczko świeci a auto stoi...
