Przewód od ładowania był źle podłączony. Niby zrobiłem kilkaset kilometrów na źle podłączonym przewodzie, a troche jazdy po dołkach i wrrrrrrrrrrr...
w trakcie jakby zwarcie, najpierw światła przygasały przez ok 50 kilometrów. potem traaaach spod maski, iskry szły z akumulatora jak maskę otworzyłem. zabrakło hamulców, świateł, awaryjnych, wspomagania. a ja stałem jak idiota na środku drogi świecąc telefonem żeby mnie kto nie rozjechał
poruszałem wszystkimi kablami, sprawdzilem klemy... jakos odpalil. później znów to samo. przewidywali najgorsze. szczotki, regulator napięcia, alternator, akumulator....
zatrudniłem brata. zdjąć kable od ładowania, wazelina trchniczna, drobnym papierkiem sciernym przetrzeć. czas pracy: 5 minut.
ŚMIGA
sprawdź wszystko "dookoła" zanim na darmo wyłożyć kase...
